Epizod 8. Pożegnanie ze Swanetią

Młode japońskie turystki, które pedantycznie wypełniały przestrzeń pojazdu, doskonale wpisywały się w polskie wyobrażenia o azjatyckich podróżnikach. Nieodłączny atrybut przy oku robił zdjęcia każdemu fragmentowi widoku, w tym również mi. Wszystko to przy akompaniamencie piskliwych okrzyków.

Na śniadanie zjadłyśmy po bochnie przepysznego chleba szoti i ruszyłyśmy w góry. Choć wielu spotkanych turystów ostrzegało nas, że dalej drogi nie ma i że to niebezpieczne, by wracać  przez Ushguli i Lentekhi, my się nie poddałyśmy.

 0227 0226 0225
Asfalt skończył się tuż za Mestią. Zaczęły się strome górskie serpentyny. Najpierw wspinałyśmy się z 1400 na 2100 m n.p.m. do Ushguli, by potem zjechać do Lentekli. Teren niesamowity i do dziś brakuje słów, żeby go opisać. Droga wąska – od półtora do dwóch metrów. Nie przeszkadza to autom poruszającym się w obie strony. Czasami nawet motocykl miał trudności z pokonaniem kolein lub rzek, ale auta zdawały się być dawno zaprawione w bojach.

Jasna ziemia pełna różnej wielkości kamieni. Mniej lub bardziej ubity szutr, drobniejszy żwir i większe kamyki. Gdzieniegdzie czaiły się podstępne kamienie, które groziły nadprogramową glebą.  Do tego liczne wyżłobione przez wodę dziury. Z jednej strony dwustumetrowa przepaść z korytem rzeki na dnie, z drugiej wysoka skała. Drogę co chwila przecinały różnej wielkości strumienie i rzeki.
Szybkiej jeździe nie sprzyjały ani warunki na drodze, ani wspaniałe widoki. Nie byłyśmy w stanie się nimi nasycić.

0230 02500231 0232 0233 0234 0235 0236 0237 0238 0239

Twardzielki o gołębich sercach
Kiedy wyruszałyśmy na naszą wyprawę zastrzegałyśmy – jedziemy na gruzińskie szutry, a nie zwiedzać kościoły. Gruzja nas jednak nieźle zaczarowała. Jadąc po wąskiej drodze, widząc drogowskaz “Kościół Archaniołów Iprali – 1 km” nie zawahałyśmy się. Odbiłyśmy w lewo ciekawe tego, co zobaczymy po przebyciu jednego kilometra. Najpierw przejechałyśmy przez małą wioskę. Potem zrobiło się naprawdę stromo. Jechałam pierwsza, żeby zrobić rozeznanie i znaleźć zabytek z tabliczki drogowskazu. Ten, jakby ruchomy, cały czas zdawał się uciekać za kolejny skalny winkiel. Choć nie było widać celu, to przez interkom krzyknęłam do Basi:
– Dawaj, jest pięknie!
Wdrapałyśmy się w końcu w okolicę kilku domostw. Ugasiłyśmy pragnienie. Nieopodal pasły się małe świnki. Spojrzałyśmy na siebie. Dwie twardzielki na ich wielkich maszynach, którym na widok małych chrumkających zwierzątek mięknie serce. Zbliżyłyśmy się do stoku i zaczęłyśmy się z nimi bawić nasłuchując radosnego kwiczenia.

0240 0241 0242  DCIM103GOPRO DCIM103GOPRO 0246 0248 0249 0247

W górę do motocyklowego raju
Wsiadłyśmy na motocykle. Zanim doszło do zabawy z prosiakami, myślałyśmy, że stromiej być nie może. W poszukiwaniu monastyru nie dawałam za wygraną. Basia stwierdziła, że poczeka.
Po każdym pokonanym metrze w górę, widoki były coraz piękniejsze. Nie było widać końca drogi, która wiła się wzdłuż skalnego uskoku. Z każdym kolejnym stromym winklem prawdziwy offowy, zakręcony raj dla motocyklistów odkrywał swe kolejne tajemnice. Kościół nadal uciekał gdzieś za horyzont. W pewnym momencie stwierdziłam, że deklarowany kilometr już dawno przejechałam. Od kościoła mógł mnie dzielić zarówno kolejny , jak i dziesięć czy dwadzieścia tysięcy metrów. A może ktoś z drogowskazu odkleił dwa zera?

 0251 0252 DCIM103GOPRO DCIM103GOPRO
Podjęłam decyzję – zawracam do Basi. Zjeżdżając w dół dostrzegłam pick-upa wspinającego się ścieżką w górę. Kierowca przystanął. Zaczął opowiadać o atrakcjach bezdroży, spytał, czy nie chciałabym zabrać się z nimi. Młode japońskie turystki, które pedantycznie wypełniały przestrzeń pojazdu, doskonale wpisywały się w polskie wyobrażenia o azjatyckich podróżnikach. Nieodłączny atrybut przy oku robił zdjęcia każdemu fragmentowi widoku, w tym również mi. Wszystko to przy akompaniamencie piskliwych okrzyków.
Pożegnałam się z kierowcą pick-upa i wrzuciłam jedynkę. Spojrzałam w lusterko – kiedyś tu wrócę.

DCIM103GOPRO 0255 0256 0257 DCIM103GOPRO DCIM103GOPRO DCIM103GOPRO

0261 0262

Biesiada z prosiakami
Przed sobą miałyśmy jeszcze półtorej godziny jazdy do Ushguli. Dojeżdżając do miasta mocno burczało nam w brzuchach. Po minięciu tabliczki obwieszczającej, że jesteśmy u celu, zaczęłyśmy wypatrywać jakiegoś sklepu, w którym mogłybyśmy kupić cokolwiek do jedzenia.
Sklepik spożywczy przyklejony do domu mieszkalnego. W środku wybór jak w latach 80. Coś jednak musimy w sobie mieć, bo właścicielka sklepu stwierdziła, że przyrządzi nam chaczapuri. Zjadłyśmy je w towarzystwie zaciekawionych tubylców i wszędobylskich prosiaczków.

0263 0267 0266 0265 0264 0268 0270

Unia polsko-litewska
Ruszyłyśmy do Lentheki. Obwożący turystów kierowcy ostrzegali nas, że 46 kilometrów z Ushguli do Lentekhi, to trudny odcinek i oni pokonują go w osiem godzin. Niezrażone wciąż parłyśmy naprzód. W pewnym momencie spotkałyśmy całkiem oryginalnych turystów – motocyklistów. Trzej Litwini – pierwszy na czymś, co przypominało tenerę, a za nim duet na dwóch dość przechodzonych jawkach 250-tkach sprzed pół wieku. Ubiór profesjonalny – trampki, t-shirt lub lekka skórka. Ale dawali radę. Na szlaku mijałyśmy się z nimi niejednokrotnie i pękałyśmy z dumy, kiedy po postojach udawało nam się ich wyprzedzić. Takie to z nas amazonki.

02710272

0272+ 0272++ 0274 0275

Trampki we mgle
Pokonaliśmy razem większość tych trudnych 46 kilometrów. Wspólnie przeprawialiśmy się przez rzekę. Gdzieś za kolejnym winklem spotkałyśmy kolejnych motocyklistów. Tym razem jechali z naprzeciwka na dwóch ciężkich maszynach. Dla odmiany to również byli Litwini. Chłopaki na jawkach nas dogonili i zaczęły się niezwykle ciekawe rozmowy w ichniej kalbie. Uznałyśy, że lepiej zostawić Litwinów ich tematom, a szybkie spojrzenie na zegarek dokończyło dzieła decyzji o ruszeniu dalej, do Lentheki. Tym bardziej, że końca drogi nie było widać, nadal byłyśmy w górach, a z szacunków wynikało, że pokonałyśmy na razie dwie trzecie trasy. Zjechałyśmy w niższe partie gór. Przywitał nas potworny biały pył. Basia w otwartym kasku, tylko z goglami na oczach zaczęła jechać przodem. Po kilku minutach jazdy za nią nie byłam w stanie jej dostrzec. Nie pomagało zachowanie dużego dystansu. Dodatkową atrakcją były idealnie skrywające się w tumanach pyłu psy, które obskakiwały mnie z każdej strony przeganiając szczekaniem.

0276 0277 0278 0279 0280 0281 0282

Niemiłosiernie zmęczone i nieprawdopodobnie szczęśliwe, że ten ostatni odcinek mamy za sobą, dotarłyśmy do Lentekhi. Szacowane osiem godzin nawet z nieplanowanym postojem i pogaduszkami z gruzińskimi drwalami udało się nam skrócić do czterech. Swanetia rozpościerała się za plecami, ale w głowach wspomnienie tej wspaniałej krainy pozostało do dziś. To absolutnie najpiękniejszy region Gruzji.

0284 0285 0286 0283(by Graza)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s